Blog > Komentarze do wpisu

Bakterie powodują problemy zdrowotne u jedzących mięso

W nowojorskiej gazecie  "The New York Times" (link) ukazał się niedawno bardzo dobry artykuł opisujący badania nad florą bakteryjną osób jedzących mięso. Okazuje się, że nie tylko mięso, ale także pewne wzbogacane L-karnityną napoje pomagają w rozwoju negatywnej dla zdrowia flory bakteryjnej.

Najśmieszniejsze jest to, że nawet sami naukowcy, którzy tego dowiedli, nie mają zamiaru przejść na dietę wegańską, mimo że twierdzą, że jest ona najzdrowsza. Ludzkie umysły zamykają się na pewnym poziomie i nie dopuszczają zmiany na lepsze. Teraz ci sami naukowcy na pewno będą szukać lekarstwa na zabicie tych szkodliwych bakterii, zamiast po prostu zmienić dietę na zdrowszą.

Właśnie zamierzałam przetłumaczyć ten artykuł z angielskiego, ale streszczenie ukazało się dzisiaj w Gazecie Wyborczej. Jednak nie zawiera ono ważnego dla nas fragmentu:

Prawdziwy problem (…) stanowi niedokładnie jeszcze znana substancja chemiczna, która jest wydzielana przez bakterie w jelitach, kiedy ludzie jedzą czerwone mięso. Wątroba przetwarza ją szybko w inną niedokładnie jeszcze zbadaną substancję chemiczną zwaną TMAO, która przedostaje się do krwi i sprawia, że wzrasta ryzyko zawału serca.

Tzn. na razie w teorii. Tak więc pytanie na dzisiejszy ranek: Czy wydzielina TMAO pokaże się we krwi osób, które właśnie zjadły kotleta? I czy to samo przydarzy się weganowi, który nie jadł mięsa co najmniej od roku i który zjadł ten sam posiłek (co mięsożerca)?

Odpowiedź brzmi: TMAO pokazało się u 5 osób mięsożernych, ale nie u wegnina (zbadano razem 6 osób). Naukowcy odkryli, że znając poziom TMAO można przewidzieć atak serca. (…)

 

Poniżej przedruk z Wyborczej (link)

 

Wielbiciele steków, strzeżcie się! Jedzenie nawet tych najchudszych może zwiększyć ryzyko rozwoju chorób układu krążenia, miażdżycy i zawału. A wszystko przez... bakterie
Częste jedzenie czerwonego mięsa (wołowiny, wieprzowiny) jest niezdrowe dla serca. O tym wiemy od dawna. Dotychczas jednak uczeni byli przekonani, że szkodzą nam zawarte w nim nasycone kwasy tłuszczowe i cholesterol.

Teraz okazuje się, że te związki wprawdzie odgrywają rolę w całym procesie powstawania choroby, ale dość marginalną. Wszystkiemu winne są inne molekuły. Na dokładkę produkują je pod wpływem mięsnej diety nasze własne bakterie żyjące w układzie pokarmowym.

To kolejna praca zwracająca uwagę na rolę, jaką w naszym ciele odgrywają mikroby (są one m.in. współwinne epidemii otyłości - "Gazeta Wyborcza", 3 kwietnia). Człowiek jest ponoć tym, co je. Wygląda na to, że raczej tym, co jedzą i produkują nasze bakterie.

Dr Hazen smaży steki

Wszystko zaczęło się pięć lat temu, gdy kardiolog z Kliniki Cleveland w Ohio dr Stanley Hazen rozpoczął badania osób zagrożonych chorobami układu krążenia. Pacjenci przychodzili na jego oddział na rutynowe testy.

Od tego czasu zebrało się ich ok. 10 tys. osób. Wszystkim za ich zgodą, oprócz badań typu EKG, pobierano krew do analiz. Próbki te posłużyły później kardiologowi oraz jego zespołowi do dalszej pracy. Uczeni mogli też śledzić dalsze losy swoich pacjentów. Wiedzieli np., czy któryś z nich doznał zawału serca lub zmarł z powodu choroby układu krążenia w ciągu trzech lat od pierwszej wizyty.

Z wcześniejszych badań wiadomo, że zbyt częste jedzenie czerwonego mięsa zwiększa ryzyko śmierci z powodu chorób układu krążenia, nawet jeśli kontrolujemy zawarty w posiłku poziom tłuszczu i cholesterolu. By dowiedzieć się, dlaczego tak jest, dr Hazen opracował "stekowy" eksperyment. Wzięło w nim udział kilkadziesiąt osób (wegan, wegetarian oraz osób jedzących mięso).

Wszystkim podano związek - L-karnitynę, który w dużych ilościach występuje w czerwonym mięsie, a także w produktach mlecznych.

Jest ona syntetyzowana w wątrobie, nerkach i mózgu z aminokwasów - lizyny i metioniny. Pełni rolę w transporcie kwasów tłuszczowych. Bardzo dużo jest jej w mięśniach. Najbogatsze w nią są baranina, wołowina, wieprzowina. Naturalna L-karnityna jest nam potrzebna i powinna być obecna w codziennej diecie. Nie podlega ona jednak metabolizmowi - to znaczy, że komórki naszego ciała jej nie rozkładają.

Testy wykonane przez Amerykanów wykazały, że jedzenie L-karnityny zwiększa we krwi poziom innego związku - N-tlenku-trimetyloaminy (TMAO), który wpływa na metabolizm cholesterolu. Spowalnia usuwanie go z krwi, przez co akumuluje się on na ściankach naczyń krwionośnych, tworząc płytki miażdżycowe.

Co ciekawe, okazało się, że osoby niejedzące mięsa po dawce L-karnityny wytwarzały znacznie mniej TMAO niż mięsożercy. Dlaczego?

Mięsożerne mikroby

Okazało się, że jarosze i wielbiciele mięsa mają zupełnie odmienną florę bakteryjną. Hazen uważał, że jest to kluczem do rozwiązania zagadki. Po prostu regularne jedzenie mięsa zachęca do wzrostu bakterie, które przekształcają L-karnitynę w TMAO. Weganie i wegetarianie nie mają czym karmić swoich mięsożernych mikrobów, dlatego ich liczebność jest niska. A skoro ich nie ma, to nie mogą rozłożyć L-karnityny, tworząc szkodliwy związek.

By potwierdzić swoje przypuszczenia, naukowcy zmierzyli stężenie L-karnityny we krwi prawie 2,6 tys. osób (skorzystali z próbek przechowywanych w Klinice). Wyszło na to, że sama L-karnityna nie jest szkodliwa, ale już osoby, które miały dużo i jej, i TMAO, były w najwyższej grupie ryzyka rozwoju chorób układu krążenia lub zawału serca. To często byli ci sami pacjenci, którzy według danych Kliniki poważnie zachorowali lub nawet zmarli w wyniku chorób układu krążenia.

Ostatnią częścią badań Hazena był eksperyment przeprowadzony na myszach. Uczeni odkryli, że karmione L-karnityną gryzonie dwa razy częściej chorują na miażdżycę. Ale gdy podano im niszczące florę jelitową antybiotyki, ryzyko choroby spadało, a w mysich naczyniach krwionośnych tworzyło się mniej miażdżycowych blaszek.

Doświadczenie z antybiotykami powtórzono też na pięciu ochotnikach, którym przez tydzień podawano leki, z takim samym skutkiem.

- To dowodzi, że to bakterie, a nie sama L-karnityna, nam szkodzą. To one "psują" mięso, uwalniając z niego szkodliwe związki - podsumowuje Hazen. I dodaje, że jego badania są sygnałem do opracowania nowej diety sprzyjającej zdrowiu - opartej na znacznie mniejszej ilości czerwonego mięsa.

- W niektórych przypadkach skład flory bakteryjnej może odgrywać niemal tak samo ważną rolę jak sposób odżywiania się i zdrowa dieta. Bakterie jelitowe wytwarzają z jedzenia całą gamę związków, na które nie zwracamy uwagi, a które mają wpływ na nasz metabolizm - przekonuje Amerykanin.

W teorii zmniejszenie liczby bakterii, które przetwarzają L-karnitynę, zmniejszyłoby ryzyko kłopotów zdrowotnych wynikających z jedzenia mięsa. Może ktoś kiedyś stworzy probiotyczne szczepy, które wyprą lubiące L-karnitynę bakterie?

Co one takiego lubią w tym związku? - Traktują go jako dobre źródło energii - mówią uczeni.

Raz na dwa tygodnie

Badania Amerykanów powinny zaniepokoić nie tylko osoby lubiące steki, ale też te stosujące L-karnitynę jako suplement diety (jest ona też dodawana do napojów energetycznych). Związek ten jest reklamowany jako produkt dodający energii, wspomagający odchudzanie i budujący masę mięśniową.

- Żadna z tych jego "właściwości" nie została udowodniona. Nie widzę powodu, żeby w ogóle korzystać z L-karnityny - uważa Hazen. - Przerażające jest dodawanie jej do napojów energetycznych, tym bardziej że uwielbia je młodzież.

Frank Sacks, profesor zajmujący się prewencją chorób układu krążenia z harwardzkiej Szkoły Zdrowia Publicznego, uważa, że praca dr. Hazena jest imponująca. - To pięknie zaplanowany eksperyment łączący badania z udziałem ludzi i zwierząt. Nie widzę powodu, żeby w niego wątpić, ale rzeczywiście wyniki są dość niesamowite - mówił w komentarzu dla "New York Timesa". Wyniki badań publikuje pismo "Nature Medicine".

Czy to znaczy, że mamy pożegnać się ze średnio wysmażonym stekiem? - Skąd! Mięso zawiera m.in. białka i witaminy z grupy B, które są niezbędne dla zdrowia - przekonuje Hazen, który sam steki lubi.

- Kiedyś jadłem czerwone mięso pięć na siedem dni w tygodniu. Teraz ograniczyłem się jednak do jednego kawałka raz na dwa tygodnie - śmieje się.



środa, 10 kwietnia 2013, iveggy

Polecane wpisy

i-phonecasino.co.uk